Dzisiejszy wpis, jeśli wyda Wam się trochę dziwny, wybaczcie. Ale w połowie całkiem udanego dnia postanowiłam nagrodzić się butelką piwa i książką i zasnęłam na jakieś miliard godzin. Nie bardzo wiem, który mamy rok i gdzie jestem ale wpis obiecałam, więc będzie!

Jeśli nie chce Wam się czytać, to spoko. Na samym dole macie przepis na pyszny makaron z ricottą, bakłażanem i pomidorami. A jak Wam się nudzi, to możecie obczaić moją refleksję na temat…

Drogi reklamodawco

Albert Heijn to holenderska sieć supermarketów, podobna trochę do naszego Piotra i Pawła czy Almy. Mimo, że nie jest najtańszym sklepem w Holandii, ma fajny asortyment – przede wszystkim duży wybór moich ulubionych Ben & Jerry’s , za które w Polsce dałabym się pokroić. Ale jest jeszcze jedna drobna rzecz, który wymiata całą konkurencję, darmowa gazetka wydawana co miesiąc – Allerhande (które, btw ma też swoją wersję on-line – zerknijcie tutaj jeśli chcecie)

Jaki świat byłby piękniejszy, gdybym zamiast czterdziestu gównianych gazetek reklamujących produkt dostawała jedną, gdzie 150 stron, owszem, może pełnych jest reklam… ale reklam, które chcę oglądać i czytać? Gdzie, ktoś zadbał o czytelny, atrakcyjny dla oka layout, piękne zdjęcia, ciekawe przepisy wykorzystujące produkty ze sklepu, ba nawet te w aktualnych Promocjach? Przecież pierwszą rzecz jaką zrobię, to szybko przewertuję zeszyt a nie jak do tej pory, wyrzucę wszystko do kosza, nie patrząc nawet, jaki sklep pokusił się o naprodukowanie kolejnych piętnastu, niczym się nie wyróżniających kartek papieru (fakt zauważyłam dopiero po powrocie z miesięcznego wyjazdu i przeglądaniu poczty, która się w tym czasie uzbierała). Allerhande drukowane jest na słabej jakości papierze, formacie mniejszym niż A4, dostaję takie tylko raz w miesiącu ale… nie wyrzucam, przeglądam po kilka razy, dzielę się uwagami ze znajomymi i zbieram. Zbieram gazetki reklamowe bo te, w odróżnieniu od naszych, nie różnią się wiele od takiego KUKBUKA, czy innego magazynu.

Zastanawiam się, bo mamy świetnych grafików w kraju, fotografów i blogerów kulinarnych. Wielu pasjonatów, którzy za dobre pieniądze zrobili by cudo. Wiem, że powoli wszystko się zmienia, powiedziałabym nawet idzie w dobrym kierunku – firmy decydują się na zmianę opakowań, inwestują trochę więcej w marketing (może nawet niedługo zaczną zatrudniać kompetentnych ludzi!) i prowadzą fajne akcje. O taki Lidl na przykład, angażując dwóch kucharzy, produkując zabawne reklamy i przygotowując świetną stronę poświęconą całej akcji wypadł moim zdaniem znakomicie. Nie wspominając o co tygodniowych, nowych przepisach, które można było dziabąć przy lidlowej kasie. I genialna kampania teaserowa na billboardach (byłam przekonana, że to reklama najnowszego show kulinarnego!).

Mam wrażenie, że ktoś, nie wiem jeszcze kto, czy działy marketingu, czy prezesi wielkich firm, się po prostu boją. Albo nie widzą, ile fajnych rzeczy można jeszcze zrobić i zarobić na tym pieniądze. Ja tymczasem biorę się za testowanie kolejnego przepisu z najnowszego numeru AH 😉 A poniżej…

Pasta alla norma

3 porcje

Potrzebujemy:
makaron tagliatelle (lub inny, ulubiony)
bakłażan
opakowanie ricotty
średnia cebula
2-3 duże pomidory
sól
pieprz
trochę oliwy lub masła
kilkanaście listków bazylii
2-3 ząbki czosnku

Przygotowanie: Zaczynamy od ricotty. Wykładamy ją na papier do pieczenia (lub na jakąś natłuszczoną foremkę, wybrałam taką do creme brulee) i wstawiamy na około 30 minut do nagrzanego do 200 stopni piekarnika.

Bakłażana myję i dokładnie osuszam. Uważajcie, bo w zielonej części mogą trafić się kolce i można zranić się w palec, najlepiej od razu odciąć ten kawałek. Rozcinam go na płaty grubości około 1 cm układam na kratce, polewam odrobiną oliwy i podsypuję solą. Wstawiam do piekarnika na około 10-15 minut.

W tym czasie siekam czosnek i cebulę i na odrobinie oliwy lub masła podsmażam. W międzyczasie kroję pomidory na mniejsze kawałki (im mniejsze tym lepiej, bo szybciej nam się rozpadną). Po chwili dorzucam pomidory na patelnię i podsmażam, od czasu do czasu mieszając, aż otrzymam konsystencję zbliżoną do passaty (przecieru, sosu).

Odmierzoną porcję makaronu gotuję według przepisu na opakowaniu. Upieczonego bakłażana, pokrojonego w kostkę, dodaję do smażonych pomidorów i mieszam. Doprawiam solą i pieprzem. Dodaję ugotowany makaron i dokładnie mieszam żeby połączył się z sosem.

Na talerz nakładam makaron z sosem, posypuję liśćmi bazylii i kilkoma łyżeczkami ricotty.