Ten tydzień to było jedno, wielkie szaleństwo. Dużo się działo i może znajdę jeszcze czas żeby Wam trochę tu popisać ale tymczasem, mam jedną zaległość, którą pokazywałam już w małej części na facebooku. Bardzo lubię buliony wszelkiej maści, w ogóle mogłabym jeść same zupy, pod warunkiem, że nie będą po prostu zwykłą mieszanką warzyw bez smaku. Bulion to jednak ten rodzaj zupy, który wymaga, chcemy czy nie, poświęcenia większej ilości czasu niż na taki np. krem z dyni. Bardzo rozsmakowałam się też w tym bulionie tajskim. Ważne żeby było dużo różnych smaków, które mogę wyłowić łyżką – tak, żeby nie było nudno. Moje Phở nawet nie stało obok takiego prawdziwego, ale zainspirowało mnie to danie do poszukania jakiegoś nowego smaku. Moja wersja jest w połowie klasycznym bulionem na nutę orientalną, zresztą, zobaczcie przepis:

phobo2

Phở z Żoliborza

na 6 dużych porcji

Składniki:
8 skrzydełek kurczaka
250 g wołowiny (plus około 100 do podania)
włoszczyzna
pół korzenia imbiru
łyżeczka pasty chilli
cebula
ziele angielskie, lubczyk, pieprz, sól
2 ząbki czosnku
gwiazdka anyżu
sos sojowy
olej sezamowy

Do podania:
kilka boczniaków
szczypiorek (pod dwa liście na osobę)
kilka kawałków cieniutko pokrojonej wołowiny (na osobę)
makaron sojowy
papryczka chilli (ok. 1/2 na osobę)
natka pietruszki (dużo lepsza będzie kolendra)
mieszanka kiełków fasoli Mung, kiełków ciecierzycy i kiełków soczewicy

Przygotowanie:
Umytą wołowinę i kurczaka wrzucam do zimnej wody i zagotowuję. Imbir i cebulę opalam nad palnikiem, obieram i odkładam na bok. W międzyczasie myję i obieram włoszczyznę, kroję na mniejsze kawałki i wrzucam całość na rozgrzany olej sezamowy, do tego dorzucam pokrojony imbir i czosnek. Podsmażam dłuższą chwilę i przerzucam do garnka z mięsem (patelnię zalewam odrobiną wody i zlewam wszystko do garnka) i gotujemy dalej na małym ogniu. Dodaję cebulę, pastę chilli i wszystkie przyprawy poza solą – sól dodamy pod koniec gotowania. Gotujemy około 2-3 godzin.

warzywka

W międzyczasie przygotowuję dodatki do podania. Boczniaki kroję w cienkie paski i podsmażam na rozgrzanym oleju (można je np. zamoczyć w rozmąconym jajku). Na patelnię wrzucam też kiełki i smażę do momentu aż zrobią się chrupiące. Chilli i natkę lub kolendrę, szczypiorek siekam. Wydzielam porcje makaronu sojowego i przygotowuję go według opisu na opakowaniu (zazwyczaj wystarczy zalać na chwilę wrzątkiem). Wołowinę kroję na cienkie kawałki (surowe zalejemy gorącym bulionem, więc im cieńsze tym szybciej dojdą).

Do gotowego bulionu dolewam sos sojowy (do smaku) i dodają sól. W głębokich miskach układam makaron sojowy, kawałki wołowiny, chilli, boczniaki, szczypiorek, kolendrę, kiełki. Zalewam całość gorącym bulionem.

A tak w ogóle to jedną nogą jestem już w Holandii, więc idę się dalej pakować 🙂