To taka zapiekanka (bo z resztek), którą możesz przyszpanować wśród znajomych. Bierzesz trochę papieru ryżowego, resztki z lodówki, zwijasz i smażysz – sajgonki gotowe. Robi się je dosyć szybko, więc to też dobra przekąska na pogodę jaka u nas teraz panuje… Można je jeść na ciepło i na zimno. Pokażę Wam z czego składały się moje sajgonki, można je oczywiście zastąpić innymi składnikami, warto po prostu spróbować takiej domowej wersji – przynajmniej wiemy co się w niej znajduje 🙂

Sajgonki

na około 15 sajgonek

Składniki:
2 kotlety mielone
pół paczki mrożonego brokuła
pół kubka quinoa
15 płatków papieru ryżowego
sól, pieprz

Przygotowanie:
Brokuła rozmroziłam i pokroiłam na drobne części. Kotlety mielone porozdzielałam widelcem na drobne cząstki. Quinoę przygotowałam według przepisu na opakowaniu. Wymieszałam całość i doprawiłam solą i pieprzem.

Rozgrzewam olej na głębszej patelni. Papier ryżowy przygotowujemy według instrukcji – zazwyczaj polega to na zanurzeniu go na chwilę do wody, aż stanie się miękki. Na środku układam około trzech łyżeczek farszu i zawijam. Na pewno są jakieś patenty na profesjonalne zwijanie takich sajgonek – ale jeszcze ich nie poznałam 🙂

Smażę po trzy, cztery sajgonki na raz. Lepiej nie przesadzać z ilością, bo lubią się sklejać jeśli są zbyt blisko siebie. Smażę po 2-3 minuty z każdej strony i odkładam na papierowy ręcznik żeby odsączyć je trochę z tłuszczu. Podaję zazwyczaj z sosem miodowo-czosnkowym z dodatkiem sosu sojowego.